
Dlaczego drewno — trochę o mnie
„Strzeż się” — mówił tata, kiedy rąbał drewno, a ja kręciłam się obok.
Miałam ku temu dwa powody. Zbieranie i układanie szczap należało do moich obowiązków. Ważniejsze było jednak to, że podczas pracy tata opowiadał. O słojach, pęknięciach i sękach, ale przede wszystkim o ludziach, którzy pracowali z drewnem przed nami.
Jedna historia szczególnie utkwiła mi w pamięci.
Zimą do Kosobud, niedaleko mojego rodzinnego domu na Roztoczu, przyjeżdżali drwale. Pozyskiwali drewno z lasów, które dziś należą do Roztoczańskiego Parku Narodowego. Mieli ręczne piły, siekiery, siłę i ogromną wprawę.
Tata brał swoją siekierę i tłumaczył:
— Jej głowica waży 1,2 kilograma, a trzonek ma około 70 centymetrów. Dawni drwale używali siekier ważących nawet cztery kilogramy. Ostrze odchylało się lekko w prawo albo w lewo — zależnie od tego, którą ręką pracowali.
Podobno w karczmie zakładali się, kto rozłupie zapałkę na pół.
Nie mieściło mi się to w głowie. Siekiery taty nie potrafiłam unieść do ramion, a tamte były kilka razy cięższe.
Tata stawiał klocek, odnajdywał pęknięcie i wskazywał miejsce uderzenia. Niemal zawsze trafiał. Jeśli się mylił, to o kilka milimetrów.
Chciałam umieć to samo. Na początku wbrew rodzicom ćwiczyłam po kryjomu. potem jak podrośliśmy to robiliśmy pokazy umiętności :) tak jest do tej pory. Z czasem zrozumiałam, że sama siła nie wystarczy. Trzeba znać drewno. Buk rąbie się inaczej niż topolę. Trzeba zobaczyć układ słojów, pęknięcia i sęki, zanim podniesie się siekierę.
Po wielu latach radzę sobie całkiem nieźle. Rąbanie drewna było jedną z moich pierwszych lekcji o jego naturze.
Ale nie jedyną.
Wychowałam się w drewnianym domu. Wchodziłam po drewnianych schodach, trzymałam się drewnianej poręczy i jadłam przy drewnianym stole. Podczas wichury więźba dachowa trzeszczała tak głośno, że goście robili wielkie oczy. My wiedzieliśmy, że dom tylko pracuje.
W domu uczyłam się też pielęgnacji drewna: myłam ściany, olejowałam okienne framugi, lakierowałam podłogę i czyściłam szafę pamiętającą mojego pradziadka.
Dziś tęsknię za tamtym domem. Chciałabym stworzyć podobne miejsce pod Krakowem, dlatego poznaję współczesne sposoby budowania z drewna.
Interesują mnie między innymi płyty CLT i Holz100. To duże, prefabrykowane elementy z litego drewna. Powstają w fabryce, a na budowie składa się z nich dom — trochę jak z wielkich drewnianych klocków. Montaż może trwać zaledwie kilka dni. W tej technologii powstają nie tylko domy, lecz także wysokie budynki, takie jak osiemnastopiętrowy Mjøstårnet w norweskim Brumunddal.
Wiedzę o drewnie, budownictwie, materiałach i rzemiośle zbieram od początku studiów architektonicznych — już od trzynastu lat.
Na tym blogu chcę zbudować małą bibliotekę o drewnie. Będą w niej rodzinne historie, tradycyjne rzemiosło, współczesne technologie i rozwiązania, które warto poznać.
Zapraszam Cię do wspólnego odkrywania drewna.
Poza pisaniem i rysowaniem tworzę również przedmioty — czasem właśnie z drewna.